recenzjeami.blogspot

  • Subscribe to our RSS feed.
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • Facebook
  • Digg

Tuesday, 10 June 2014

Dziewczyna w lustrze - Cecelia Ahern

Posted on June 10, 2014 by Unknown
Recenzja premierowa
Premiera książki: 11 czerwca!




- Nie mam co próbować - odrzekła [Alicja] - nie można uwierzyć w to, co niemożliwe.
- Zdaje się, że nie masz w tym wielkiej wprawy - powiedziała Królowa. - Ja w twoim wieku zawsze ćwiczyłam to przez pół godziny dziennie. Nieraz jeszcze przed śniadaniem dochodziłam do sześciu niemożliwości, w które udawało mi się uwierzyć.
Alicja w Krainie Czarów


Tym bajkowym cytatem, pochodzącym po raz kolejny z "Alicji w Krainie Czarów" (pierwszym razem zdarzyło się to w powieści: "Pora na życie" - moja recenzja tutaj), Cecelia Ahern zaprasza nas do swojego magicznego świata. Tym razem jednak nie obszernej powieści, a krótkich opowiadań - bowiem ta przeurocza okładka, skrywa w sobie aż dwie opowieści o tym jak uwierzyć w niemożliwe: pierwszą z nich jest właśnie "Dziewczyna w lustrze", a drugą "Maszyna wspomnień". 

Dziewczyna w lustrze przenosi nas do starego domu, pełnego zamkniętych drzwi i zasłoniętych czarnym woalem luster, do którego siłą próbują wtargnąć krzewy i drzewa z dawno już zapomnianego ogrodu. Samotnie mieszka tutaj pewna staruszka, a jej jedynym towarzyszem jest rudy kot. Smutną codzienność kobiety rozweselają odwiedziny wnuczki - Lili. Lila nie zastanawia się dlaczego babcia mieszka w takich warunkach, nie myśli też o tym, dlaczego lustra są zasłonięte - przyjmuje to za oczywiste i po prostu akceptuje, całym sercem kochając babcię. Jednak gdy kończy 28 lat i nadchodzi dzień jej ślubu, zupełnie bez zastanowienia postanawia przejrzeć się w jednym z babcinych luster. Co znajdzie pod czarnym materiałem i jaką tajemnicę odkryje?

Maszyna wspomnień jest opowiadaniem o człowieku, który postanowił zbudować maszynę wszczepiającą ludziom wybrane wspomnienia. Owa maszyna nie czyści jednak pamięci - poprzednie wspomnienia wciąż tam są, tyle że te nowsze są bardziej wyraziste i szczegółowe. Wobec czego zgłaszają się do niego osoby, które przeżyły traumę, których wspomnienia wyblakły lub uległy zablokowaniu, albo też - wstydzą się tego co zrobili i w chwili obecnej woleliby pamiętać coś zupełnie innego. Dzięki tej działalności ten przepełniony smutkiem mężczyzna wciąż przeżywający tajemnicę z przeszłości, odnajduje powód by żyć, odnajduje coś, co stracił dawno temu...

Ten maleńki zbiór opowiadań ukazuje Ahern z zupełnie innej strony, powiedziałabym nawet, że dość mrocznej, i nie mam tutaj na myśli tylko tego, że Cecelia pozbawiła swoje dzieła szczęśliwych zakończeń, a raczej jej pomysły na fabułę, tak ponure i... smutne. W opowieści o lustrze, która zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, autorka z wdziękiem porusza wątek przeznaczenia i rodzinnych więzów. Kontrastuje tutaj młodzieńcze marzenia z ciążącą przeszłością, a wprowadzając wątek magiczny nie pozwala oderwać się od lektury. Jednak dość czarne oblicze tej historii i fakt, że opowiadanie nie ma satysfakcjonującego zakończenia, a wręcz pozostawia czytelnika z paraliżującą konkluzją, jest dla mnie czymś zupełnie nowym w przypadku tej autorki. Natomiast Maszyna wspomnień, której treść bywa momentami chaotyczna, jest historią dużo bardziej abstrakcyjną i surrealistyczną, ale na pewno oryginalną i prowokującą do dyskusji. 

Cecelia z niesamowitą lekkością porusza się w świecie baśni dla dorosłych, gdzie jej magiczny realizm przynosi sens i siłę na nowy dzień. Poruszając w tej książce tematy zagubienia, samotności, strachu i przemijania skłania do refleksji i jednocześnie pozwala oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Jej niepowtarzalny styl i przejmujący ton sprawiły, że po raz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem i że ponownie utwierdziłam się w przekonaniu, iż uwielbiam tę pisarkę, nawet w jej mrocznym obliczu. 

__________________________________________________________________________
Cecelia Ahern, Dziewczyna w lustrze, stron 96, Wydawnictwo Świat Książki, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +0,8 cm
Read More
Posted in Cecelia Ahern, egzemplarz recenzencki, irlandzka, obyczajowa, opowiadania, recenzja premierowa, Świat Książki | No comments

Monday, 9 June 2014

Odblask - Piotr Kotwica | Podaj dalej, czyli książka w podróży!

Posted on June 09, 2014 by Unknown
"Masz przetoczone przez żyły mililitry dopaminy, 
nosisz w sobie źródło boskiej fenyloetyloaminy, 
twoje neuroprzekaźniki fantastycznie symulują wersję demo, 
wersję beta miłości."
[s. 21]


Koniec kropka. Nie ma pierdolenia, książki na czterysta stron o niczym (...) [s. 7]


Czy znalazłeś się kiedyś w tak ohydnym położeniu, że musiałeś sprzedać duszę, aby wyjść z szamba? Powieść „Odblask” jest zapisem wychodzenia bohatera z problemów psychicznych oraz uzależnienia od narkotyków. Z. przeżył wiele złego, walcząc z samym sobą i otaczającym go światem. Zobacz, jak do tego doszło i nie idź tą samą drogą.
[opis pochodzi ze strony internetowej Wydawnictwa]


Terapia polega w pewnym sensie na tym, żeby rozsypać się na puzzle. Emocjonalna rozpierducha. By potem, z mozołem, składać te puzzle, ale własnoręcznie, rozumiejąc każdy z nich. [s. 52]
Odblask to dynamiczna i porywająca, oparta na motywach autobiograficznych, historia człowieka walczącego z uzależnieniem od narkotyków. Ta poruszająca spowiedź, ujmuje swoją bezpośredniością, autentycznością oraz świetnym, oryginalnym i nowoczesnym językiem. Autor nie owija w bawełnę - mówi rzeczowo, krótko i na temat, dzięki czemu możemy przeżywać razem z nim jego wewnętrzne dylematy i widzieć wspomnienia jego oczami. 
Minęły dwa dni. Dwa miesiące. Dwa lata. Ale wydaje się, że dwa dni... Wyrabiałem sobie kontakty, poznawałem szychy i legendy. Kolesia, który wpieprzył sobie do żyły nawet panadol. Nawet pieprzoną, poranną kawę. Mario Marichuano, świeć nad jego duszą. [s. 19]
Mimo tych zaledwie 86 stron, autorowi udało się udźwignąć tak trudny temat jakim jest narkomania i wpływ substancji psychoaktywnych na stany emocjonalne. Nie doszukamy się tutaj jednak rozwodzenia nad okrutnym i smutnym losem człowieka uzależnionego - to nie jest typ książki wzbudzającej współczucie. Ta mocna, miejscami paraliżująca i okraszona cynizmem książka, jest raczej próbą wiwiseksji umysłu młodego człowieka udręczonego nałogiem i problemami natury psychicznej. Autor nie skupia się jednak jedynie na narkotykach, porusza też temat człowieczeństwa, lojalności i przede wszystkim wiary, lecz ciężko doszukiwać się tutaj jakiejkolwiek chronologii czy spójności - całość treści ma raczej formę luźnych myśli, halucynacji i wypaczonej narkotycznej rzeczywistości. Dogłębnie porusza temat osoby zażywającej i osoby próbującej żyć bez substancji psychoaktywnych. Wskazuje granicę pomiędzy niebem, a piekłem - piekłem osoby na odwyku, który naznaczony efektami odstawiennymi jest paradoksalnie najbardziej bolesnym i długotrwałym etapem życia. 
Jak brakuje dragów w krwioobiegu to tak, jakby brakowało samej krwi. Wtedy znikam. Tonę w cieniu. W desperackiej nudzie. [s. 37]
Książkę czyta się jednym tchem, co zapewne jest spowodowane zastosowanym sposobem narracji. Zdecydowanie podoba mi się, że autor nie siłuje się na piękny styl czy język - jest brutalny, czasami wulgarny, a przy tym dosadnie szczery. I to jest wielki plus tej książki, powiedziałabym nawet, że największy. Mam bowiem jedno mocne zastrzeżenie - uważam, że książka, która zdaniem autora napisana została ku przestrodze - bardziej zachęca, aniżeli odstręcza. Mam tu na myśli, że osoby podminowane, słabe i szukające ostatniej deski ratunku, czy jeżeli chodzi o zaliczenie sesji, czy ratowanie związku czy inne problemy - znajdą w tej pozycji (mimo wszystko) złoty środek na ból. Człowiek zdesperowany to niestety łatwy cel na tego typu frazesy, podam przykład:
Z fetą (amfetaminą) jest tak, że tę czynność, którą się wykonuje, kiedy faza wchodzi, będzie się wykonywać przez następne kilka godzin. Jeśli jest to seks, to pieprzysz się bez wytchnienia osiem godzin. Jeśli się uczysz, to nauczysz się na cały następny semestr z wielką przyjemnością. Jeśli złapiesz za rozstrojoną gitarę, to będziesz fantastycznie grał na rozstrojonej gitarze całą noc. [s. 35]
Mimo to uważam, że książka jest szokująca i jednocześnie fascynująca, a jedno ze zdań wypowiedzianych przez autora: "Człowieku, naprawdę sądzisz, że twojego małego brzdąca to nie dotyczy? Że nie miał styczności?? Że nie poznał???" [s. 26] - sprawia, że przechodzi przeze mnie dreszcz i mam ochotę krzyczeć. Tak - to zdecydowanie jest książka dla dorosłych, nie tylko dla młodych.

Uratujcie się. Błagam. Przechodzę przez to gówno w nadziei, że ktoś to przeczyta i pomyśli dwa razy, zanim sięgnie po środki zmieniające świadomość. [s. 60]


_______________________________________________________________
Piotr Kotwica, Odblask, stron 86, Wydawnictwo Novae Res, 2014


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +0,7 cm
Klucznik: Autor jest mężczyzną
Czytamy powieści obyczajowe


______________________________________________________________

Podaj dalej, czyli książka w podróży!

Książka trafiła do mnie dzięki akcji zorganizowanej przez 
Sylwię z bloga http://sylwiatylkowska.blogspot.com/

O całej akcji możecie przeczytać tutaj: klik

Generalnie chodzi o to, że książka wędruje ;) Czyli: jest u Was 2 tygodnie w ciągu, których zobowiązujecie się ją przeczytać (co nie powinno być problemem, bo ma zaledwie 86 stron), umieścić recenzję, napisać kilka zdań na jednej z jej początkowych stron i zorganizować podobne losowanie u siebie - celem wyłonienia kolejnej osoby, do której następnie trafi książka. Proste? Proste!


Dotychczasowa wędrówka Odblasku prezentuje się tak:
  1. Sylwia z http://sylwiatylkowska.blogspot.com/
  2. Hania P. z http://readwithnefmi.blogspot.com/
  3. Ami. z http://recenzjeami.blogspot.com/
  4. Być może to Ty!
Oficjalny regulamin proponowany przez autorkę:
  1. Osoba, która otrzyma książkę zostanie wylosowana. 
  2. Czas na przeczytanie książki: 2 tygodnie 
  3. Konieczność napisania do mnie na email - sylatyla@interia.pl - aby potwierdzić odebranie przesyłki. 
  4. Należy na stronie tytułowej należy napisać coś dla mnie [tzn. Sylwii] (mogą to być spostrzeżenia o lekturze - max kilka zdań)
  5. Osoba posiadająca książkę przekazuje ją dalej innym.
Co trzeba zrobić aby wziąć udział?
  • zgłosić w komentarzu chęć udziału w akcji
  • podać swój e-mail

Możecie się zgłaszać od 9 czerwca do 14 czerwca
Wyniki losowania podam 15 czerwca 

Fajna akcja nie?
No to się zgłaszamy! :)
Read More
Posted in konkurs, Novae Res, obyczajowa, Piotr Kotwica, polska | No comments

Sunday, 8 June 2014

15 dni bez głowy - Dave Cousins

Posted on June 08, 2014 by Unknown

Trzaśnięcie drzwi wejściowych. Mama wróciła. (...) Słyszę głuche stuknięcie butelki stawianej na stole, trzask zakrętki, a potem powolny bulgot, kiedy płyn leje się do kieliszka. (...) siedzimy cicho. Schodzimy jej z drogi, dopóki nie nadejdzie Wesoła Godzina - czas kiedy zadziała magia pierwszego drinka i mama znów się uśmiechnie. [s. 9]
Tak właśnie rozpoczyna się "Wtorek" - pierwszy rozdział debiutanckiej powieści Davea Cousinsa 15 dni bez głowy. Ta poruszająca historia, smutnej i ponurej rzeczywistości dzieci, które zawiodły się na dorosłych, została już nominowana do wielu nagród literackich, a nawet zdobyła w 2013 roku prestiżową Crystal Kite Award (przyznawaną powieści, która okazała się najlepszą w dziedzinie książek dla młodych czytelników). W Polsce 15 dni bez głowy ukazało się nakładem Wydawnictwa YA!, które po raz kolejny zachwyca nie tylko pięknym wydaniem (świetna okładka oraz wnętrze) ale również faktem, że stawiając na niebanalne treści skłania do refleksji. Sam autor tak oto wypowiada się na temat tego, co zainspirowało go do stworzenia tej dramatycznej i jednocześnie wzruszającej historii:
Zainspirowało mnie zdarzenie, którego byłem świadkiem któregoś popołudnia w pubie. Jakaś mocno pijana kobieta zaczęła się kłócić z ludźmi przy stoliku obok, wprawiając tym w zakłopotanie swoich synów. Zastanowiło mnie jak wygląda życie tych chłopaków, co się będzie działo, kiedy wrócą do domu. [s. 283]
Głównymi bohaterami są bracia: piętnastoletni Laurence oraz sześcioletni Jay. Chłopcy wraz z mamą (uzależnioną od alkoholu i pogrążoną w przewlekłej depresji oraz po kilku próbach samobójczych) starają się prowadzić "normalne" życie. Kolejne dni biegną tutaj wedle ustalonego harmonogramu, gdy więc jego płynność zostaje zaburzona poprzez niespodziewane zniknięcie mamy, to na Laurenca, jako tego starszego, spada brzemię poradzenia sobie z nową sytuacją.   
To ja zdecyduję, co jest najlepsze dla mnie i dla Jaya - i nikt nigdy więcej nas nie rozdzieli. [s. 60]
Pozostawieni bez słowa, bez jedzenia i bez pieniędzy, w brudnym mieszkaniu, bez ciepłej wody i wśród karaluchów, są zmuszeni walczyć o każdy nowy dzień, by utrzymać się na powierzchni i by nikt nie domyślił się o ich sytuacji. Przez tytułowe 15 dni Laurence jak ten karaluch - potrafiący żyć bez głowy nawet dwa tygodnie - samodzielnie opiekuje się bratem, zdobywa fundusze, pożywienie, a nawet udaje własną mamę. Jednak z dnia na dzień to wszystko zaczyna go przerastać...
Niewidzialność jest super, to superzdolność, którą zawsze wybieram. Większość ludzi chce mieć siłę, możliwość widzenia przez ściany albo umiejętność latania. Nie ja. Gdyby tylko można było zniknąć. [s. 31]
Niepewny jutra i targany poprzez skrajne emocje pielęgnuje w sobie pewne marzenie - chciałby wygrać w radiowym konkursie wycieczkę, dzięki której odzyskałby mamę. Czy jego naiwne pragnienie się spełni i czy mama kiedykolwiek wróci? I jak ta cała sytuacja odbije się na nim i na jego psychice?
Coś pęka. Gdzieś głęboko we mnie. Coś, co trzymałem na wodzy przez wiele dni... tygodni... może lat. Wreszcie pęka. [s. 231]
15 dni bez głowy to słodko-gorzka historia dwóch braci, których dziecięce lata nagle brutalnie zderzają się ze światem dorosłych. Lektura tej książki trochę przywodziła mi na myśl "Baśniarza" ponieważ tam również przewijał się wątek pozostawienia niepełnoletnich dzieci samych sobie oraz wtrącających się wszelkich służb socjalnych, ale poza "Baśniarzem" przypominała mi również "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" powiedziałabym nawet, że Dave Cousins to trochę taki brytyjski Matthew Quick, który potrafi jednym zdaniem sprawić, że zaszklą ci się oczy i żal ściśnie serce - jednocześnie wzbudzając gromki śmiech.

To piękna i wzruszająca opowieść o poświęceniu, bezradności, prawdziwej braterskiej miłości i więzach rodzinnych to też doskonałe studium oblicza osób pogrążonych w depresji i nałogu alkoholowym, osób którym wydaje się, że ucieczka to najlepsze z możliwych wyjść. To nie jest książka, w której ważna jest akcja - a refleksyjność, emocje i uczucia, niesie też ze sobą ważne przesłanie: że nigdy nie wolno się poddawać. I mimo, że kierowana jest bardziej do nastolatków to jestem przejęta i wzruszona, a przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem, że Cousins z taką łatwością podjął się tematu tak trudnego i smutnego, przemycając gdzieś pomiędzy słowami humor, uśmiech i prawdziwą nadzieję. 

Ta smutna opowieść o heroicznej walce o bycie razem i naiwnych dziecięcych marzeniach dotyka serca i duszy tak głęboko, jakby się działa naprawdę. I pomimo tego, że historia kończy się dobrze, to ta wyjątkowo emocjonalna i poruszająca lektura jest ważnym głosem w dyskusji o nieodpowiedzialność rodziców i pozbawianie dzieci dzieciństwa, które zupełnie bezradne, z dnia na dzień zmuszone są dorosnąć. Warto przeczytać, by zdać sobie sprawę z tego, jak może wyglądać życie za zamkniętymi drzwiami. Polecam.


_______________________________________________________________
Dave Cousins, 15 dni bez głowy, stron 256, Wydawnictwo YA!, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,3 cm
Klucznik: Autor jest mężczyzną
Czytamy powieści obyczajowe
Read More
Posted in brytyjska, Dave Cousins, egzemplarz recenzencki, młodzieżowa, obyczajowa, YA! | No comments

Friday, 6 June 2014

Śmierć moja - Mikołaj Więckowski

Posted on June 06, 2014 by Unknown

Mimo spotykających nas niedorzeczności i niespodzianek, u kresu drogi każdego z nas czeka Ona – jedyna niechybna rzecz w naszym życiu. Dla jednych jest bezlitosna, okrutna i niesprawiedliwa, dla innych zaś jest wybawczynią, niosącą ulgę w znienawidzonej gehennie. Czy śmierć rzeczywiście przychodzi po nas niezależnie od naszej woli? Czego może doświadczyć dusza balansująca na granicy życia i snu wiecznego ciała? Czy w zaświatach można spotkać ludzi takich jak my?
[opis fabuły pochodzi ze strony internetowej Wydawnictwa]


Intrygujący opis i niebanalna okładka zachęciły mnie do bliższego zapoznania się z tą pozycją. Przyznam, że oczekiwałam czegoś fajnego, czegoś nowatorskiego, jakiegoś "łał" które pochłonę na bezdechu, tym bardziej, że książka obejmuje zaledwie 122 strony. Niestety nic takiego nie odnalazłam.

Śmierć moja to debiut Mikołaja Więckowskiego, a jak wiemy - z debiutami różnie bywa. Ten młody chłopak (rocznik '94) jak sam przyznaje, rozpoczął tworzenie swojego dzieła "od środka". Najpierw wymyślił głównego bohatera zawieszonego gdzieś pomiędzy światami, będącego"wpół trupem", a następnie - siłą rzeczy - musiał go tam jakoś "umieścić". No i niestety to umieszczenie niekoniecznie mu się udało, ponieważ o ile pomysł samego trafienia w zaświaty nawet mi się spodobał, to jego późniejsze przygody oraz poprowadzenie "akcji" już niekoniecznie.

Ale zacznijmy od początku. Główny bohater trafił w zaświaty dość niespodziewanie i na skutek ironii losu. Owe miejsce okazało się pokojem bez okien, takim wiecie: ani przytulnym, ani wielkim, ale paraliżująco przytłaczającym. Nie myślcie sobie jednak, że będzie tutaj zupełnie sam. Nie, nie. Poza naszym bohaterem w tymże pomieszczeniu pojawia się Śmierć, ale nie jako paralityczny szkielet, a śliczna i naga(!) lewitująca kobieta... Pokój to oczywiście dopiero początek wędrówki naszego mężczyzny, w takcie której napotka on na swojej drodze różne dziwne stworzenia i będzie świadkiem mnóstwa nadprzyrodzonych zjawisk. Niestety nikt z naszych zaświatów uciec nie może, samobójstwa popełnić również się nie da - choć niektórzy nieustannie próbują jednak te próby kończą się fiaskiem. Jedynym sposobem na ucieczkę jest wykupienie duszy od Handlarza, ale to nie takie proste... 

Pomimo ciekawego pomysłu powieść sama w sobie jest... nudna. Po za tym, drażnią wszelkie wtrącenia na temat terminów operowych charakteryzujących rodzaje głosów, czyli różnorakie barytony, soprany itp. oraz łacińskie nazwy rozdziałów(!). Tak. Wiem, że na końcu książki znajduje się słowniczek tłumaczący je na język polski, ale no dlaczego? W jakim celu nazwy rozdziałów były po łacinie? Skoro już jesteśmy przy żalach to pozwolę sobie wyrazić jeszcze swoje niezadowolenie odnośnie głównego bohatera, i jego nałogu, mianowicie nikotyny. Tak. W zaświatach papierosy są dostępne i oczywiście można palić. Ba! Mało tego, do palenia zachęca sama Śmierć (o, ironio).

Poszukując w sieci informacji o tej książce natknęłam się na recenzję znajomej blogerki Agi CM (dostępna tutaj) i po jej przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać, czy czytałyśmy tę samą książkę... No cóż. Moja przygoda z pozycją Śmierć moja nie była zbyt udana, ale może Wasza będzie lepsza. Sami zdecydujcie czy macie ochotę na taki obraz zaświatów.


________________________________________________________________________
Mikołaj Więckowski, Śmierć moja, stron 122, Wydawnictwo Novae Res, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Innowacyjnemu Novae Res

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +0,8 cm
Klucznik: Autor jest mężczyzną
Pod hasłem: TRUP
Czytamy literaturę obyczajową
Read More
Posted in egzemplarz recenzencki, Novae Res, obyczajowa, polska | No comments

Thursday, 5 June 2014

Billie - Anna Gavalda

Posted on June 05, 2014 by Unknown
Recenzja premierowa
Premiera książki: 5 czerwca!

"Oni [Franck i Billie] żyją życiem pokątnym. Nie nazwałabym ich społecznymi wyrzutkami, po prostu dzieciństwo ich pokaleczyło (to bardziej eleganckie określenie zamiast powiedzieć, że mieli „gówniane życie”), po czym nie doszliby do siebie, gdyby się ponownie nie spotkali. Lubię takich bohaterów. Nie chodzi o to, że to ludzie, którzy cierpią, ale że pod płaszczem ukrywają pewien skarb. Bogactwo wewnętrzne, tak się to nazywa. Bycie outsiderem to żaden wstyd. Czasem to przynależność do niewidocznego świata ludzi niepozornych, łagodnych, wrażliwych i znacznie bardziej podatnych na zranienie niż to okazują. Przekaz tej książki jest prosty: jakie to szczęście, że tacy ludzie chodzą po tym świecie!"
ANNA GAVALDA  
[zaczerpnięte ze strony Wydawnictwa Literackiego]




Dwoje nastolatków poobijanych przez życie w szkolnym teatrzyku wciela się w główne role w sztuce Musseta. Posiniaczona, niedomyta „Kozeta” i mały pédé przez tę jedną chwilę poczuli, że też są piękni. Potem Franck wyjeżdża do liceum, Billie zostaje na wsi i zarabia swoim ciałem. Lecz kilka lat później ich drogi znów się spotykają. Co z tego wyniknie – nowe wykluczenie, przyjaźń, miłość, a może wyzwolenie? Mocna, a jednocześnie niezwykle poruszająca opowieść o współczesnych dwudziestolatkach. A także o przyjaźni i o miłości w Paryżu i gdzieś na końcu Francji, gdzieś w „czwartym świecie”... Jak z kina niezależnego. 
[opis fabuły pochodzi ze strony Wydawnictwa Literackiego] 


Billie to pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam i już wiem na pewno, że sięgnę po następne. Przyznaję, że musiałam się w nią najpierw "wgryźć" - żeby ją docenić, bowiem cała historia zaczyna się niejako od końca i jest faktycznie monologiem głównej bohaterki - przez co dość ciężko odnaleźć się w całej treści. Jednak z biegiem jak przekręcamy kolejne strony i zbliżamy się do głębi tych niezwykle ujmujących postaci - dajemy się ponieść, wsiąkamy, a historia wchłania nas bez reszty i dotyka serc. Dotyka tak głęboko i tak niepostrzeżenie, że po zamknięciu okładki okrutnie i doszczętnie trawi nas uczucie nienasycenia.
(...) rozpoznaliśmy się od razu, ale nieświadomie unikaliśmy się przez kolejne lata w poczuciu, że ta druga osoba też dźwiga ogromny ciężar i że ryzyko wzięcia na siebie chociaż miligrama męki więcej to zbyt duże ryzyko. [s. 26]
Anna Gavalda z mistrzowską precyzją nakreśliła pełną rozpaczy i bezsilności, chwilami brutalną i dosadnie gorzką, ale też niepozbawioną ciepła i mądrości książkę o dorastaniu. O wyswobadzaniu się z lęków dzieciństwa i narzuconych sobie ograniczeń "by przetrwać". O samotności tak ogromnej, że odechciewa się żyć, objawiającej się całkowitym odseparowaniem od ludzi, własnych marzeń lub nawet niekontrolowanymi wybuchami agresji. 
Bo ani jego uprzejmość i cierpliwość, ani uprzejmość Claudine i oranżada przeterminowana od dwa tysiące trzeciego, te wszystkie wafelki, soczki, jej ciepłe ręce na moim karku podczas przymiarek, cisza, która przed chwilą zapadła, szaleńcze oklaski, nauczycielka, która jeszcze nigdy nie zwróciła na mnie uwagi w celu innym niż upokorzenie (...) było niczym w porównaniu ze zdaniem, które właśnie wypowiedział... Ni-czym. "Szanuję jej decyzję". Ktoś szanował moją decyzję. (...) ja, której słowo "szanować" wydawało się tak puste, że nawet nie rozumiałam, po co je wymyślono. Myślałam, że to tylko jakaś głupawa formułka, którą trzeba dać na koniec listu. (...) O Boże. To było coś wielkiego. To było naprawdę coś... [s. 90]
Ta napisana niezwykle żywym, świeżym i współczesnym językiem powieść, przedstawiająca obraz życia dwojga młodych ludzi, dla których los nie był zbyt łaskawy - to swoisty apel budzący do życia i skłaniający do refleksji nad wszechobecną pogonią za pieniądzem, upadkiem wartości moralnych, brakiem celu, sensu i znaczenia wartości życia,  a co za tym idzie - postępującą destrukcją naturalnych więzi międzyludzkich. Reasumując: Anna Gavalda pokusiła się o skontrastowanie marzeń, miłości i przyjaźni z przeraźliwie współczesnym obrazem funkcjonowania świata.
 (...) patrzyła na nas jak kot ze Shreka, ale mnie to raczej zasmucało, zamiast schlebiać. Była dokładnie taka jak inni. Nic nie widziała. Nic nie rozumiała. Nie miała pojęcia o... o drodze, jaką musieliśmy przejść oboje. [s. 87]
Gavalda nie przedłuża ani nie ubiera w słowa tego, czego ubierać nie trzeba, a koncentrując się na emocjach - nie analizuje zachowań poszczególnych postaci - ona pozwala im żyć własnym życiem. Pozwala wyrzucić im z siebie całe zło i wszelki żal, ukryty gdzieś głęboko na dnie. Żal który jątrzy i żarzy nie pozwalając zakosztować szczęścia. Wzbogacając treść w barwne dialogi, często dowcipne, miejscami wulgarne i cięte i przetykając je trafnymi spostrzeżeniami sprawia, że historia zyskuje na autentyczności i dotyka duszy. 
(...) dajmy na to, nastukasz się masakrycznie jednego wieczoru, to tak jakby wylać wiadro wody na podłogę: trochę wstyd, ale nic to, wystarczy szybko przejechać mopem, podłoga wysycha i nie ma tematu, tymczasem alkoholizm, nawet ukrywany i pod kontrolą, to równia pochyła i krok po kroku, kropla za kroplą koniec końców wydrąży ci dziure w mózgu... Nawet najsilniejszym... No więc tak to było z moimi "klapsami" i małymi siniakami, które non stop pokrywały moje ciało od małego... (...) i dlatego byłam taka lękliwa: poczułam byle podmuch wiatru i juz mi się wszystkie śrubki odkręcały, jedna za drugą. [s. 97]
Najważniejsze w tej historii są stosunki międzyludzkie. Akceptacja, lojalność, tolerancja i życzliwość. Miłość i przyjaźń. A przede wszystkim bycie "dla kogoś". Autorka udowadnia, że naprawdę warto w dzisiejszym bezrefleksyjnym życiu przystanąć na chwilę i dostrzec wartości, o których istnieniu powoli zapominamy. Bardzo gorąco polecam lekturę tej książki - wszystkim, bez wyjątku.


Billie to hymn do wolności Anny Gavaldy  
[zaczerpnięte z okładki]


___________________________________________________________
Anna Gavalda, Billie, stron 224, Wydawnictwo Literackie, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2 cm
Czytamy literaturę obyczajową
Read More
Posted in Anna Gavalda, egzemplarz recenzencki, francuska, Literackie, obyczajowa, recenzja premierowa | No comments
Newer Posts Home
Subscribe to: Comments (Atom)

Popular Posts

  • Fb ”1_ (84 4_23 9_5111)@ Facebook customer service number @ $Facebook support phone number USA&*^&
    Fb ”1_ (84 4_23 9_5111)@ Facebook customer service number @ $Facebook support phone number USA&*^& Fb ”1_ (84 4_23 9_5111)@ Faceb...
  • ƊƎll PrInTeR tech support number (18_4423­95111) Dell tech support number
    ƊƎll PrInTeR tech support number (18_4423­95111) Dell tech support number ƊƎll PrInTeR tech support number (18_4423­95111) Dell tech suppo...
  • Śmierć moja - Mikołaj Więckowski
    Mimo spotykających nas niedorzeczności i niespodzianek, u kresu drogi każdego z nas czeka Ona – jedyna niechybna rzecz w naszym życiu. Dla j...

Categories

  • Anna Gavalda
  • brytyjska
  • Cecelia Ahern
  • Dave Cousins
  • egzemplarz recenzencki
  • francuska
  • irlandzka
  • konkurs
  • Literackie
  • młodzieżowa
  • Novae Res
  • obyczajowa
  • opowiadania
  • Piotr Kotwica
  • polska
  • recenzja premierowa
  • Świat Książki
  • YA!

Blog Archive

  • January 2018 (5)
  • December 2017 (31)
  • November 2017 (48)
  • October 2017 (12)
  • September 2017 (14)
  • June 2014 (5)
Powered by Blogger.

Report Abuse

  • Home

About Me

Unknown
View my complete profile

Search This Blog