Mimo spotykających nas niedorzeczności i niespodzianek, u kresu drogi każdego z nas czeka Ona – jedyna niechybna rzecz w naszym życiu. Dla jednych jest bezlitosna, okrutna i niesprawiedliwa, dla innych zaś jest wybawczynią, niosącą ulgę w znienawidzonej gehennie. Czy śmierć rzeczywiście przychodzi po nas niezależnie od naszej woli? Czego może doświadczyć dusza balansująca na granicy życia i snu wiecznego ciała? Czy w zaświatach można spotkać ludzi takich jak my?
[opis fabuły pochodzi ze strony internetowej Wydawnictwa]
Intrygujący opis i niebanalna okładka zachęciły mnie do bliższego zapoznania się z tą pozycją. Przyznam, że oczekiwałam czegoś fajnego, czegoś nowatorskiego, jakiegoś "łał" które pochłonę na bezdechu, tym bardziej, że książka obejmuje zaledwie 122 strony. Niestety nic takiego nie odnalazłam.
Śmierć moja to debiut Mikołaja Więckowskiego, a jak wiemy - z debiutami różnie bywa. Ten młody chłopak (rocznik '94) jak sam przyznaje, rozpoczął tworzenie swojego dzieła "od środka". Najpierw wymyślił głównego bohatera zawieszonego gdzieś pomiędzy światami, będącego"wpół trupem", a następnie - siłą rzeczy - musiał go tam jakoś "umieścić". No i niestety to umieszczenie niekoniecznie mu się udało, ponieważ o ile pomysł samego trafienia w zaświaty nawet mi się spodobał, to jego późniejsze przygody oraz poprowadzenie "akcji" już niekoniecznie.
Ale zacznijmy od początku. Główny bohater trafił w zaświaty dość niespodziewanie i na skutek ironii losu. Owe miejsce okazało się pokojem bez okien, takim wiecie: ani przytulnym, ani wielkim, ale paraliżująco przytłaczającym. Nie myślcie sobie jednak, że będzie tutaj zupełnie sam. Nie, nie. Poza naszym bohaterem w tymże pomieszczeniu pojawia się Śmierć, ale nie jako paralityczny szkielet, a śliczna i naga(!) lewitująca kobieta... Pokój to oczywiście dopiero początek wędrówki naszego mężczyzny, w takcie której napotka on na swojej drodze różne dziwne stworzenia i będzie świadkiem mnóstwa nadprzyrodzonych zjawisk. Niestety nikt z naszych zaświatów uciec nie może, samobójstwa popełnić również się nie da - choć niektórzy nieustannie próbują jednak te próby kończą się fiaskiem. Jedynym sposobem na ucieczkę jest wykupienie duszy od Handlarza, ale to nie takie proste...
Pomimo ciekawego pomysłu powieść sama w sobie jest... nudna. Po za tym, drażnią wszelkie wtrącenia na temat terminów operowych charakteryzujących rodzaje głosów, czyli różnorakie barytony, soprany itp. oraz łacińskie nazwy rozdziałów(!). Tak. Wiem, że na końcu książki znajduje się słowniczek tłumaczący je na język polski, ale no dlaczego? W jakim celu nazwy rozdziałów były po łacinie? Skoro już jesteśmy przy żalach to pozwolę sobie wyrazić jeszcze swoje niezadowolenie odnośnie głównego bohatera, i jego nałogu, mianowicie nikotyny. Tak. W zaświatach papierosy są dostępne i oczywiście można palić. Ba! Mało tego, do palenia zachęca sama Śmierć (o, ironio).
Poszukując w sieci informacji o tej książce natknęłam się na recenzję znajomej blogerki Agi CM (dostępna tutaj) i po jej przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać, czy czytałyśmy tę samą książkę... No cóż. Moja przygoda z pozycją Śmierć moja nie była zbyt udana, ale może Wasza będzie lepsza. Sami zdecydujcie czy macie ochotę na taki obraz zaświatów.
________________________________________________________________________
Mikołaj Więckowski, Śmierć moja, stron 122, Wydawnictwo Novae Res, 2014
Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +0,8 cm
Klucznik: Autor jest mężczyzną
Pod hasłem: TRUP
Czytamy literaturę obyczajową
Klucznik: Autor jest mężczyzną
Pod hasłem: TRUP
Czytamy literaturę obyczajową

0 comments:
Post a Comment